Ruch Czystych Serc

13-2 Ukraina: Coraz więcej Czystych Serc!

Od końca marca 2007 r. z wielkim niedowierzaniem – bo jak to się dzieje? -przyglądam się wzrostowi i rozwojowi młodzieżowego Ruchu Czystych Serc. To doprawdy nieprawdopodobne, że na tych umęczonych przez ideologię komunistyczną terenach pojawia się coś tak pięknego. Ziemia zroszona krwią tysięcy męczenników za wiarę wydaje biały kwiat czystości. Mimo zalewu pornografii, erotyzacji massmediów, łatwej dostępności do narkotyków, taniego alkoholu, mimo powszechnego przyzwolenia na rozwiązłość i aborcje, mimo rozbicia rodzin i życia bez norm religijnych – niektórzy młodzi pragną być czystymi. Choć może jest ich jeszcze niewiele w stosunku do całego społeczeństwa, ale już zaczynają być dostrzegani, kontestowani, lub naśladowani. To tchnienie Ducha, który ma moc odnawiać oblicze ziemi, Ducha, który tchnie, kędy chce…

Zaczęło się prosto, od rozdania folderów na XVI Diecezjalnym Dniu Młodzieży. Chyba nikt się za bardzo nie spodziewał, że to chwyci. Chwyciło. Teraz sami się informują, przyciagają przyjaciół. Na zjazdach, dniach skupienia, forach, rekolekcjach organizowanych w różnych miejscach na Ukrainie, od Lwowa po Odessę, przez Krzywy Róg, Żytomierz czy Braiłów wiele razy słyszałam:

„Jak dobrze, że jest taka wspólnota, że możemy się nawzajem podtrzymywać w życiu w czystości!”

Kim są? Najczęściej studentami lub uczniami starszych klas (9, 10 czy 11 kl). Część z nich już pracuje. To mieszkańcy małych miasteczek, jak Gniewań, Sambor czy Letycziw, i wielkich miast, jak Chmielnickij czy Charkow. Niektórzy przyjeżdżają z zagubionych wiosek, które trudno znaleźć na mapie. Są odważni, jak studenci Kijowa czy Tarnopola, albo zagubieni, jak młoda krawcowa z Kaliniwki, jak piekarz z Dunajiwiec. Łączy ich jedno: tęsknota za prawdziwą miłością. Większość z nich chlubi się swoją niewinnością, inni, zranieni przez nieczystość, odzyskują godność na nowo, poprzez świadomy wybór moralnego życia. Spotkania zawsze połączone są z Eucharystią i sakramentem pojednania.

Opowiadają. O swoich niewierzących rodzinach… O mamie od lat przebywającej w Italii… O ojcu, który ma kolejną żonę, albo jest alkoholikiem, albo pracuje na czarno w Moskwie… O babci, która jest dobra, ale prawosławna, trochę zabobonna i nie zawsze rozumie, po co tak latać do kościoła. O tym, że trzeba sadzić albo kopać kartoszkę (mieszkańcy miast też mają swoje pola na wsi), paść krowy, znaleźć pieniądze na naukę. O wielkomiejskim środowisku, które ich nie akceptuje, nie rozumiejąc, jak można żyć bez seksu mając naście lat. O tym, jak często muszą się kryć z faktem, że ”oni jeszcze nigdy”, bo inni by ich zadziobali… O swoich zmaganiach w domu i szkole. O swoich parafiach. O tym, jak chłopak rzucił, bo ona nie chciała mu ulec. O swoich problemach z czystością. I o tym, co najważniejsze: o swoim doświadczeniu Boga. Piszą listy i świadectwa.14-2

„Spowiedź św. przywróciła mi spokój duszy. Zacząłem często przyjmować komunię św. i to dało mi odczuć moc Jezusa”.

„Pan Bóg zaczął pracować nade mną, ukazując mi to, co przywodziło mnie do grzechu: najpierw telewizja (oglądanie bezwstydnych filmów), literatura (porno)(…) – to było źródło moich problemów. Długo okłamywałem sam siebie, że mogę z tym skończyć, kiedy zechcę. Słowa Jezusa ( J 8,34) złamały moją pychę. Już wiedziałem: tylko w Jezusie moja nadzieja, tylko z Nim mogę zwyciężyć”.

„Ja, Witalij, jasno uświadomiłem sobie i postanowiłem przyłączyć się do RCS. Ostatecznie i niewzruszenie zawierzam swoje serce Jezusowi Chrystusowi, aby On je leczył, dawał natchnienie na okazywanie nieustraszonej miłości przed tym grzesznym światem”.

Przysyłają swoje wiersze, piosenki. W internecie publikują fotografie ze wspólnych spotkań. Razem czekają na prawdziwą miłość, która przecież przyjdzie.

Obecnie grupa liczy ok. 500 osób. Do tej pory udało się zorganizować 14 spotkań i dwie serie letnich rekolekcji oraz wydać trzy numery ”Gazetki RCS”. W spotkaniach zawsze towarzyszy nam kapłan.

s. Lilianna Bulanda

(zob. rekolekcje)

Powrót