Marzyłam o rodzinie pełnej ducha…

powołanie

Z opowiadań rodziców wiem, że zawsze chciałam być jak „ta siostra” i wskazywałam palcem na przechodzącą zakonnicę. Ale to były moje pierwsze plany w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Następnie moje myśli krążyły wokół rodziny, przyszłego męża. Marzyłam o rodzinie pełnej Bożego ducha, o wspólnych modlitwach… Przez parę lat próbowałam pojechać na rekolekcje organizowane przez siostry zakonne, ale w ostatniej chwili coś się przytrafiało, nie mogłam ziścić swoich planów. Dopiero po czterech latach prób, w kl. II szkoły średniej odprawiłam swoje pierwsze poważne rekolekcje. Wtedy też legły w gruzach wszystkie moje plany na przyszłość. Podczas tych rekolekcji Siostry odnawiały swoje śluby; czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Chwilę po tym Pan Jezus zapytał mnie czy i ja chciałabym tak jak one oddać się Mu niepodzielnym sercem. Zareagowałam płaczem i pretensjami, bo przecież już wiedziałam jak będzie wyglądało moje życie. Poczułam się bezradna, taka mała i słaba. Uświadomiłam sobie, że ostatnimi czasy Pan Jezus wlewał w moje serce pragnienie większej miłości od tej, którą może dać choćby najcudowniejszy chłopak. Wielki pokój ogarnął moją duszę.
Po powrocie do domu przeczytałam „dzienniczek” Siostry Faustyny Kowalskiej i usłyszałam jeszcze raz to pytanie: „Czy i ty chcesz…” Tym razem odpowiedziałam „Tak chcę”. Pozostały mi dwa problemy: szkoła i Zgromadzenie. Przede mną było jeszcze 2,5 roku nauki, byłam gotowa rzucić ją od razu, by pójść za głosem serca, ale dzięki Bogu nie zrobiłam tego. Myślałam o paru Zgromadzeniach, ale żadne nie pasowało mi, a gdy spowiednik powiedział mi o Nazaretankach, wyśmiałam go i mówiłam „jak to brzmi?” Wszędzie byle nie do nich, choć ich nie znałam. Półtora roku później, pech tak chciał, że nie było miejsca u Sióstr, do których zawsze jeździłam na rekolekcje, więc cóż robić, pojechałam do tych Nazaretanek. Podczas skupienia Pan Jezus zajął mnie Sobą całkowicie, czułam się tak jakbym zawsze przebywała w tym domu. Na jednej z Adoracji moją uwagę przyciągnęły witraże i znów usłyszałam ten wyraźny w sercu głos: „Czy nie jest ci tu dobrze? To twoje miejsce”. Moja radość osiągnęła zenit, bo znalazłam to czego szukałam. 2 lutego 1998 r. Pan Jezus wskazał mi Nazaret, jako moje miejsce.
No tak, ale zostało mi jeszcze półtora roku nauki, myślałam, że nie wytrzymam. Przez pół roku poznawałam Nazaret dzięki listom i spotkaniom z Siostrami w jednym z domów, który znajduje się w pobliżu mojego miejsca zamieszkania. Ten czas był czasem intensywnego szukania prawdy, potwierdzenia powołania, modlitwy o spełnienie się woli Bożej w moim życiu. Był to także czas szamotania się pomiędzy tym, czy przyjąć Aspirat czy też nie. Jednak Chrystus poprzez wiele różnych okoliczności dał mi do zrozumienia, że będzie mi on potrzebny. 24 czerwca przyjęłam Aspirat. Przez cały ten czas poznawałam Nazaret, Jego Matkę Założycielkę, Siostry Męczenniczki, a także charyzmat Zgromadzenia. A nade wszystko – ciągle wątpiłam w miłość Boga, wątpiłam w to, że On tak Święty, chce mnie taką słabą i grzeszną jako Swoją Oblubienicę. Wątpiłam, bo spotkałam chłopaka, w którego towarzystwie czułam się dobrze, ale w głębi serca czułam niepokój i słyszałam jak Bóg upomina się o mnie. Chciałam zagłuszyć ten głos, ale im dłużej żyłam w chaosie, tym głośniej On mówił. Byłam rozdwojona i wiedziałam, że muszę wybierać między Bogiem, a człowiekiem. Wygrał Jezus. Aspirat był dla mnie czasem walki, ale także Jezusowych zwycięstw.
Nadszedł czas, by potwierdzić swoje FIAT. Jezus przyodział mnie w sukienkę postulancką. Czułam się wolna i radosna. Postulat spędziłam bardzo intensywnie. Poznawałam ducha Zgromadzenia, dom, i z dnia na dzień coraz bardziej odczuwałam słodycz w słowie NAZARET. Zagłębiam się w myśli naszej Matki Założycielki, a także w Jej Osobę, tak bardzo jeszcze dla mnie tajemniczą. Uczyłam się dialogu z Bogiem i przychodzenia do Niego ze wszystkimi sprawami. Poznawałam Jezusa i Jego życie dzięki medytacji, uczyłam się intensywnie żyć Jego Boską Obecnością. Z perspektywy czasu widzę jeszcze pełniej, że był to prawdziwie Rok Łaski od Pana.
9 sierpnia 2000 r. Jezus oblókł mnie w nowego człowieka, dał mi krzyżyk, biały welon i nowe imię. Niewiele mogę powiedzieć o Nowicjacie, bo jestem w nim dopiero miesiąc. Jest to na razie czas doświadczenia i szlifowania we mnie cierpliwości, zawierzenia i miłości. Pomimo tego jestem bardzo szczęśliwa, wierzę w to, że Pan Jezus bardziej niż dotychczas jest blisko mnie. Boże, dzięki Ci za każdą chwilę mego życia.
Może i Ty słyszysz głos wzywającego cię Boga, ale wmawiasz sobie, że to niemożliwe, że to pomyłka. Myślisz, że wiele jest koleżanek lepszych od ciebie i to one zasługują na ten Głos. Ociągasz się przez to z odpowiedzią. A św. Paweł w jednym ze swoich Listów pisze, że „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć, i to co nie jest szlachetnie urodzone, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga.”
Nie lękaj się więc odpowiedzieć miłością na Miłość.

Siostra Nowicjuszka

POWRÓT