Spodobało się Bogu uczynić mnie wybranką…

powolanieRaczej nigdy w swoim życiu nie myślałam poważnie o tym, aby zostać siostrą zakonną. Moja wiara była raczej martwa. Żyłam wprawdzie pobożnie, ale w moim życiu tak naprawdę nie było Boga, tzn. chodziłam do Kościoła w niedzielę, od czasu do czasu do spowiedzi św. ale tak dokładnie nie zdawałam sobie sprawy, po co i na co to robię. To wszystko raczej wynikało z tego, że tak mnie wychowano, nauczono, tak wypadało.
Nigdy bliżej nie znałam żadnej siostry zakonnej, a tym bardziej nie miałam pojęcia o ich życiu. Było to dla mnie bardzo odległe, miałam przeświadczenie, że do klasztoru idą już ludzie prawie święci.
Spodobało się jednak Bogu, aby i mnie uczynić swoją wybranką. Bóg zna nas bardzo dobrze i wie jak do kogo przemówić. Mnie, abym mogła się nawrócić, Bóg musiał przeprowadzić przez duże cierpienie duchowe i fizyczne. Trwało to ok. 1,5 roku, kiedy to naprawdę bardzo cierpiałam i byłam bardzo chora. Dziś widzę jak wielka to była dla mnie łaska. Doświadczyłam wtedy w całej pełni swojej małości, nędzy, tego, że bez Boga jestem niczym, że bez Niego nic nie przedstawia wartości, że to wszystko „marność nad marnościami” – jak mówi Kohelet.
Wtedy, kiedy tak bardzo cierpiałam, zaczęłam się więcej modlić, zaczęłam prosić o zdrowie. Było to trochę na zasadzie: „jak trwoga to do Boga”, ale dobry Bóg i tak raczył tę marną modlitwę wysłuchać. W pewnym momencie tej choroby powiedziałam Bogu, że jak wyzdrowieję, to może pójdę do klasztoru – nie były to jednak żadne śluby składane Bogu. Bóg jednak już od wieków przeznaczył mnie dla Siebie, więc chętnie przyjął tę obietnicę. Kiedy już wydawało się, że taki stan już pozostanie, Bóg sprawił, że to wszystko się skończyło.
Moje uzdrowienie, to nie było jakieś „cudowne uzdrowienie” przez modlitwę, włożenie rąk itp. Była to zwyczajna operacja, ale bardzo trudna, a czas długiego cierpienia był mi bardzo potrzebny, aby odnaleźć swoją drogę do Boga. Gdyby nie to cierpienie, jestem prawie pewna, nie byłoby mnie tutaj. Nigdy bym się nie uwolniła z tego „letniego chrześcijaństwa”, które w oczach Bożych jest najgorsze, bo jak mówi Apokalipsa „…że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z moich ust.”
Gdy już byłam po pierwszej operacji, odzyskiwałam zdrowie, stwierdziłam, że może jednak Bóg nie chce, abym poszła do klasztoru. Modliłam się więc, aby Bóg dał mi wyraźny znak, czy właśnie tego ode mnie oczekuje. Jak już pisałam, nie znałam żadnej siostry zakonnej, prosiłam więc, że jeśli jest Jego taka wola i chce, abym została siostrą zakonną, to powinien postawić w jakiś sposób na mojej drodze jakąś siostrę, a ja wtedy nie będę szukać innego Zgromadzenia, tylko pójdę do tego, z którego ona będzie.
Bóg nie kazał mi długo czekać na odpowiedź. Po ok. 1,5 miesiąca znalazłam się po raz kolejny w szpitalu na ostrym dyżurze i kolejna operacja. Kiedy się rano obudziłam już na sali pooperacyjnej zobaczyłam naprzeciwko siebie w łóżku siostrę zakonną. Był to dla mnie wyraźny znak od Boga. Później dowiedziałam się czegoś więcej o jej Zgromadzeniu, wzięłam adres i postanowiłam pójść za głosem Chrystusa.
Po kilku miesiącach od tego wydarzenia rozpoczęłam postulat w Zgromadzeniu Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu. Oczywiście zawsze tam, gdzie dzieje się dobro, szatan nie szczędzi wysiłków, aby od tego odwieść. Jednak, jeśli człowiek całkowicie zawierzy Bogu, to On poprowadzi i wskaże właściwą drogę. Teraz jestem po pierwszych ślubach i nieustannie dziękuję Bogu „za wielkie rzeczy, jakie mi uczynił”
Nie lękajcie się otworzyć drzwi Chrystusowi.

Siostra Juniorystka

POWRÓT