Ciągle przed czymś uciekałam…

powołanieMoja droga do Nazaretu była długa i kręta. Zmagałam się z sobą, z rodziną, a nawet z Panem Bogiem. Wciąż czegoś szukałam, czegoś pragnęłam, lecz ciągle przed czymś uciekałam, może przed tą natrętną, ciągle pojawiającą się myślą: a może jednak życie zakonne. Pierwsza taka myśl pojawiła się, kiedy byłam w VIII klasie Szkoły Podstawowej i stanęłam przed wyborem nowej drogi. Jakiś etap w moim życiu się kończył, miał rozpocząć się nowy, a ja ciągle szukałam.

Pierwszy raz poznałam Siostry Nazaretanki na rekolekcjach dla maturzystów w Częstochowie. Potem myślami często wracałam do rekolekcji, do tych Sióstr, które były takie miłe, radosne, ale wspomnienia ulatywały. Szkoła, dom, czas mijał. Nadeszło zwątpienie, choć nie do końca, może to dziwne, bo choć kochałam i ufałam Bogu, to jednak przestałam chodzić do kościoła. Trwało to około 4 lat. W tym czasie chorowałam i wiele myślałam. Szukałam sensu życia. Szukałam i znalazłam. Znalazłam Jezusa, który cały czas był przy mnie, strzegł mnie i kochał, przebaczał. Kiedy nie miałam siły by iść – On mnie niósł, kiedy stanęłam na nogi – trzymał mnie za rękę, teraz idzie koło mnie, czuwa i nigdy nie przestaje kochać. A ja? Co mogę zrobić dla Niego? Kochać coraz mocniej, przebaczać, być Mu wierną, posłuszną, brać swój codzienny krzyż na ramiona i z uśmiechem kroczyć za Nim.
Siostrę Nazaretankę spotkałam ponownie dwa lata temu na koloniach Caritasu. Potem jeździłam na rekolekcje do Krakowa. 2 lutego 2001 r. wstąpiłam do Postulatu, a 29 sierpnia rozpoczęłam Nowicjat. Jestem szczęśliwa nie żałuję mojego „TAK” danego Jezusowi.
Ktoś, kiedyś napisał piękną myśl: „Powołanie to potok, którego nie odwrócisz. Wciąż dąży do Oceanu”. I tak jak płynie strumyk, tak płynie nasze życie. Czasem powoli, a czasem szybko. Czasem jak wodospad ma ogromną siłę, a czasem płynie powolutku, jakby mu brakowało sił, ale uparcie płynie nadal. Napotyka na swej drodze ostre kamienie – wygładza je. Czasami zadziwia swoją krystaliczną czystością, choć czasami bywa mętny, brudny. Czasami napotyka na kłody, myślałoby się, że to już koniec, ale nie, on znajdzie sobie drogę, by płynąć dalej. Coś go pcha naprzód, jakaś ogromna siła. Wciąż dąży do Oceanu, chce do niego wpłynąć, złączyć się na zawsze. Tęskni. I wpływa. Lecz płynąć nie przestaje, ciągle spływa z gór, choć musi czasem przebyć inną drogę, bo nigdy nie płynie tak samo. Lecz gdy uwierzy w tę siłę, co go pcha naprzód i wskazuje kierunek, to dotrze do wymarzonego celu, który jaśnieje przed nim jak małe, jasne światełko na końcu ciemnego tunelu.
Warto pójść za tym wewnętrznym głosem, który woła, wzywa. Nie lękać się lecz zaufać. Oddać się całkowicie Jezusowi.

Siostra Nowicjuszka

POWRÓT